
Barbara Szlachetka z podwrocławskich Laskowic to lekkoatletyczny fenomen. Zaczęła biegać w 1997 r., gdy miała 41 lat. Od 13 lat przebywa w Niemczech, pojechała tam w 1991, w 1997 jej pracodawca (była nianią do jego dzieci), a obecnie przyjaciel dr Christian Cottus, należący do elitarnego klubu maratończyków (trzeba mieć ich na swoim koncie przynajmniej 100 – on miał 900!), namówił ja do biegania.
Przez pierwszy rok zaliczyła 52 maratony (jeden na tydzień), za co trafiła do Księgi rekordów Guinnessa. Maraton (42 km) traktuje jako trening przed naprawdę długimi biegami. – Basia rozkręca się po 50. kilometrze – mówią biegacze. W 1999 r. została rekordzistką Polski w biegu 48-godzinnym – w dwie doby przebiegła ponad 251 km. Do niej należą rekordy Polski we wszystkich biegach wielogodzinnych (od 12 do 72 godzin) i najwięcej przebiegniętych maratonów (ponad 300).
Ubiegły rok przyniósł Szlachetce sukcesy za granicą: zwycięstwo w międzynarodowych mistrzostwach Niemiec w biegu 24-godzinnym (211 km), trzecie miejsce wśród kobiet w słynnym Spartathlonie (246 km z Aten do Sparty), a przede wszystkim rekord Europy w biegu 48-godzinnym – 348 km i 915 m. To drugi wynik na świecie – do najlepszego zabrakło jej 11 km. W tym roku Szlachetka chciała go przebić.
Jej maratony rzadko kiedy są „normalne” . Trzy lata temu biegła 42,195 pod ziemią w kopalniach gór Harzu. Biegacze musieli biec w kaskach, gdyż korytarze były ciasne i śliskie, a ze sklepień zwisały sople soli. Brak powietrza, wysokie temperatury i bardzo mała wilgotność powietrza to inne przeszkody z którymi borykała się Basia. Również Dzień Kobiet 2003 spędziła 550 metrów pod ziemią, biegnąc maraton w kopalni w okolicy Eisenach. W czasie maratonu na Saharze wypiła podczas biegu 16 litrów wody (30 stopni celcjusza w cieniu i ok. 50 w słońcu). Dotarła na metę jako druga kobieta (łącznie 38 na 148 startujących). Przysięgła jednak, że nigdy nie powróci do Afryki. Być może dlatego, że jako blondynka zrobiła furorę wśród Arabów, którzy wyceniali jej wartość na około 60 wielbłądów. Wkrótce potem wystartowała jednak do biegu na 100 km w Egipcie, pod piramidami. Z 38 startujących zaledwie jedenastka dotarła do mety w tym Barbara jako 4 w łącznej klasyfikacji i jedyna kobieta. Trasę pokonała w 11 godzin i 1 minutę. Co jednak najbardziej niezwykłe już dwa dni poźniej pobiegła „normalny” maraton (Ateny) i zabrakło jej zaledwie 1 minuty do „złamania” 4-ch godzin.
We wrześniu 2003 spełniło się największe marzenie pani Barbary, wystartowała w Spartatlonie. Udział w tej imprezie jest limitowany i łączy się z bardzo wysokim wpisowym. W tym roku Basia znalazła wreszcie hojnego sponsora. Bieg ten odbywa się (podobnie jak bieg maratoński) dla uczczenia greckiego żołnierza Filippidesa. Pani Barbara przebiegła z Aten do Sparty w 31:50.23, zajmując 20 miejsce w klasyfikacji ogólnej i 3-cie w klasyfikacji kobiet.
W lipcu 2004 r. pojechała do Kolonii po rekord świata. Dwa dni przed startem złapały ją skurcze żołądka, trafiła do szpitala. Lekarze nie wiedzieli, co się dzieje, bo wyniki krwi i moczu miała świetne. Ale przebadali ją dokładnie i znaleźli raka jelita. To był szok. Niemieccy lekarze nie zgodzili się na transport chorej do Polski. Usunęli pół jelita grubego, okazało się jednak, że są przerzuty na wątrobę. Miała już drugą operację i czekała na chemioterapię.
Dziś czuje się dobrze. Chciałaby biegać, próbowała już na szpitalnym korytarzu. Lekarze powiedzieli, że ma tego raka od dziesięciu lat, na szczęście bieganie hamowało jego rozwój.
Ulubiona lektura biegaczki to teraz „Liczy się każda sekunda” – biografia Lance’a Armstronga, który wygrał z rakiem i wrócił na sportowe szczyty.Od lipca 2004 Barbara Szlachetka zmagała się z rakiem. Pomimo tego wciąż biegała i brała udział w wielu imprezach sportowych. Umarła 24 listopada 2005 w Hamburgu, gdzie zamieszkała.źródło zielone drzwi tvn
Zapraszam do galerii - wejście
loading...
loading...


















